Norfolk #1

Do Norfolk dotarłem wczesnym popołudniem i pierwszym co rzuciło mi się w oczy był dwupiętrowy sklep z bronią. Na parterze można było kupić pistolety, karabiny, strzelby, noże oraz sprzęt survivalowy. Pierwsze piętro służyło za skład amunicji. W przypadku apokalipsy zombie amunicją można by wystrzelać całe Norfolk i okolice. Drugie piętro zajmowała strzelnica i bardziej wymyślna broń. Miałem okazję trzymać w ręce karabin z „homologacją” na pistolet. Producent obszedł amerykańskie prawo za pomocą skrócenia kolby.
Virginia jest dość liberalnym stanem jeżeli chodzi o posiadanie broni i do jej zakupu wystarczy dowód na to, że jest się rezydentem od co najmniej dwóch miesięcy (jest jeszcze obowiązkowe sprawdzenie niekaralności, ale to prawo jest obowiązkowe w każdym stanie). Najbardziej spodobał mi się fakt, że można było potrzymać broń w ręku (w Polsce w sklepie nie można dotknąć broni jeżeli nie ma się pozwolenia). 
Wizyta na strzelnicy różniła się diametralnie od tego, co przeżyłem w Polsce. W USA wypełnia się blankiet, zostawia dowód, wybiera broń i amunicję (jeżeli nie ma się swojej) i można udać się na tor. Tutaj nikt nie pilnuje czy przypadkiem człowiek sam się nie postrzeli. Broń nie jest trzymana w stalowej szafie, a amunicja wydawana na sztuki. Strzelanie w USA likwiduje stres tak samo skutecznie jak w Polsce, ale jest milej i przyjemniej. 
Pracownicy sklepu wyglądali na zadowolonych z tego co robią. Kiedy rozmawiałem z jednym ze sprzedawców entuzjazm z jakim opowiadał o tym, co robił przypominał mi film reklamowy. Poniżej mały dowód na to że broń w USA to nie tylko męska rzecz.

Po wizycie w sklepie z bronią przekonałem się, że ulice w Norfolk są długie i szerokie i jeżeli ktoś nie ma samochodu to ma problem, a jeżeli ma hotel gdzieś na obrzeżu to ma podwójny problem.
W drodze na przystanek autobusowy spotkała mnie pierwsza przygoda. W połowie drogi otoczyło mnie pięć nastoletnich murzynek i bynajmniej nie przez przypadek nosiły się jak nasze dresiary. Najstarsza wyciągnęła rękę i powiedziała: daj dolara. Pomyślałem, że pewnie jako mieszkanka powinna wiedzieć (nauczka z Charlottesville poszła w las) jak dojechać w okolicę hotelu. Kiedy wyciągnąłem telefon z kieszeni dziewczyny zaczęły uciekać z krzykiem na ustach. Jedna miała złamaną rękę i nie mogła szybko uciekać, i to od niej dowiedziałem się co skłoniło je do ucieczki. Powodem było to, że za szybko włożyłem rękę do kieszeni i myślały, że wyciągam broń.
Drogi do hotelu oczywiście nie znały.
Wieczór nadszedł szybko, a ja byłem przekonany, że trzeba było kupić pistolet. Jak wcześniej wspominałem w USA transport miejski działa bardzo słabo, a Norfolk jest tego najlepszym przykładem. Bus, którym teoretycznie mogłem dostać się w okolice hotelu jeździł co jakieś 40 minut. Było ciepło, ale moim zdaniem nie aż tak, żeby iść na boso z butami w ręku, ale widać dla bezdomnego, który do mnie podszedł było wystarczająco. Pasjonującą rozmowę o tym co robię w USA i że Polska jest chyba obok Rosji uciął nadjeżdżający autobus. Droga pod hotel była spokojna do momentu, w którym nie wysiadłem.
Zgodnie z tym, co mówił google na kolejnym przystanku powinienem przesiąść się w inny autobus. Po kwadransie czekania okazało się że linia, z której powinienem skorzystać już nie jeździ. Informacji udzieliła mi dwójka ludzi wyglądających na narkomanów i chyba zamieszkujących przystanek. W międzyczasie byłem świadkiem poszukiwania skutera, który koledzy jednego człowieka ukryli za przemysłowym koszem na śmieci McDonald’sa. Kiedy strapiony murzyn znalazł zgubę zgubę uruchomił silnik i poszedł sobie zostawiając zgubę na pastwę losu. Informacja o braku autobusu przekonała mnie do skorzystania z taksówki, którą bez problemu dojechałem pod same drzwi hotelu.

Druga część opisująca wrażenia z noclegu, wizytę w bazie i to jak o mało co nie zostałem uznany za terrorystę w przyszłym tygodniu.

Zdjęcia z wizyty pod linkiem.
Strona BobsGunShop: www.bobsgunshop.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *