Pentagon #2

Zacząłem drugą część wyjazdu, bardziej stacjonarną i bardziej spokojną i bardziej obfitującą w posty na blogu. Zgodnie z wcześniejszym planem dziś kilka słów o wizycie w Pentagonie.

Dostanie się w okolice budynku było relatywnie proste… wystarczyło wysiąść na stacji metra Pentagon. Jednak wejście do środka to już inna historia.
Wysiadając z pociągu od razu widać reklamy wielkich firm zbrojeniowych takich jak: Northrop Grumman czy (chyba nawet w Polsce znany) Lockheed Martin i niestety znak zakazu robienia zdjęć. Podobnie jak siedziba NSA, Pentagon ma oddzielne wejście dla pracowników i gości. Ci pierwsi udają się spokojnie wyjściem z metra, pozostali muszą iść okrężną drogą, którą i ja się udałem. Po dotarciu na miejsce przywitało mnie paru miłych pracowników Agencji Obrony Pentagonu. Po tłumaczeniu, że nie jestem z Portland tylko Poland wpuścili mnie do wejścia dla wizytatorów, a tam… kontrola jak na lotnisku czy ambasadzie przy wyrabianiu wizy.
Po wejściu do budynku musiałem poczekać na „przewodnika” i identyfikator. Funkcję ludzi w Pentagonie rozpoznaje się po identyfikatorach. Pracownicy mają szare lub zielone, a goście żółte. Każdy, dosłownie każdy musi mieć plakietkę zawieszoną w widocznym miejscu. Przy bramkach stoją też „mili” panowie, którzy przypominają o tym zapominalskim.
Przemierzając korytarze widzi się nie tylko członków amerykańskiej armii, ale i dużo cywili (w tym personel sprzątający, który jakoś mi nie pasował do tego miejsca). W food courtcie jest kilkadziesiąt restauracji (w tym np. KFC, Burger King) i sklepów (np. elektroniczny, taki jak nasz Saturn). 
Ciekawym miejscem jest park ulokowany wewnątrz kompleksu. Po siedzących na ławkach ludziach widać ciężar odpowiedzialności jaki noszą na barkach. Spojrzenie wbite w ziemię i wyraz twarzy…
Obserwując ich można złapać trochę dystansu do życia. Na co dzień człowiek przejmuje się wyborem koloru do power pointa, a taki pan musi zdecydować czy wysłać Predatora czy nie. 
Wewnątrz, Pentagon wygląda militarnie, kolorystyka utrzymana jest w wypłowiałych kolorach. Na korytarzach stoi dużo gablot i memoriałów opisujących historię rozwoju amerykańskiej machiny wojennej, generałów i słynnych żołnierzy, a na ścianach można znaleźć oprawione w ramki kreda poszczególnych formacji.
Ze względu na funkcję Pentagonowi bliżej do biura niż bazy wojskowej. Czuć co prawda nastrój armii, ale tutaj się nie strzela, tutaj się mówi kto i do kogo ma strzelać.
Pod względem badań do książki wizyta otworzyła mi oczy na kilka rzeczy, o których zapomniałem / nie pomyślałem.

W następnym poście trochę o samym Waszyngtonie i okolicach. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *