Drodzy,

Przeżyłem podróż, jetlaga i jedzenie (jak na razie). Zgodnie z planem przez pierwsze dni aklimatyzowałem się w NYC i teraz przyszedł czas na posta, którego piszę z hrabstwa Fairfax, ale o detalach podróży później, a zacznę od początku…

Czyli od CouchSurfingu. W skrócie: to taka inicjatywa dla turystów, którzy chcą poznać odwiedzane miejsce od środka, a nie tylko od tej oficjalnej strony. Podróżująca osoba (surfer) ogłasza na stronie swoje „potrzeby” noclegowe i poszukuje kogoś kto ją przenocuje (hosta) przez jakiś czas. Można powiedzieć, że to taki Facebook dla podróżników bo można komentować, lajkować i inne takie. Można też stwierdzić, że to pożywka dla psychopatów, którzy tylko czekają na biednych i niczego się nie spodziewających turystów. W moim przypadku CS jest trochę upierdliwy. Z zasady noclegi powinny być krótkie, a mój wyjazd jest długi co (teoretycznie) zmusza mnie do częstego poszukiwania nowego miejsca. Teoretycznie, bo praktyka pokazuje, że może być zupełnie inaczej, ale to opiszę kiedy indziej. Jeżeli w przeciwieństwie do mnie ktoś lubi podróżować to powinien spróbować CS, masa przygód i ciekawych ludzi gwarantowana!

Czego w Ameryce jest najwięcej? Trzy, dwa, jeden, zero… iPhone‚ów. Jeżeli masz inny telefon to najprawdopodobniej jesteś z Azji. Jeżeli ktoś jest biedniejszy ma 4, 4s, ale najwięcej jest 5, 5s i troche 5c. Temu nie powinien się nikt dziwić, tutaj chłopak pracujący w pizzerii ma 8$ na godzinę i opłaca tym studia, samochód, Heroclicks i zielsko…

Ciekawie jest też ze znajomością języka angielskiego. Po chwili zastanowienia się myślę jednak, że powinienem napisać z nieznajomością. Amerykanie i mowa Szekspira to niekoniecznie idealne połączenie. Spacerując po mieście słychać dużo hiszpańskiego, trochę języków z Azji i… Czarną Mowę (Black Speech). To jest wersje angielskego używana przez niższe klasy (murzynów). Nie ma w niej niektórych spójników i chyba czasów. Najbardziej się zdziwiłem, kiedy kupując jedzenie w jakieś budzie okazało się że obsługująca mnie pani nie znała angielskiego. Nie znała do tego stopnia, że musiałem palcem pokazywać co chcę…

A jak już jesteśmy przy jedzeniu. W NYC można zjeść wszystko czego dusza zapragnie. Greckie, tajskie, japońskie po prostu wszystko. Fastfoody… na Mahattanie nie ma punktu z którego nie byłoby widać McDonaldsa. Porcje są większe niż w Polsce, czasem dużo większe. Napoje są WIELKIE, kiedy w Wendy’s zamówiłem średni napój dostałem go w kubku większym niż duży napój w Polsce.

Na zakończenie poruszę jeszcze temat ludzi mieszkających w NYC i D.C. Moim zdaniem widać rozwarstwienie klasowe. W barach, restauracjach, fastfoodach itd. pracują czarni, meksykanie i trochę azjatów. Garnitury i krawaty w większości są zarezerwowane dla białych. Przez ten tydzień widziałem tylko jednego białego bezdomnego. Jeżeli ktoś zaczepia mnie na ulicy i chce dolara to jest czarny. Może to brzmi trochę rasistowsko, ale to są wnioski z obserwacji.

W kolejnym poście będzie o pieniądzach, kobietach, samochodach i metrze.

A teraz mały quiz. Połączenie białego i czarnego to mulat, a jak się nazywa połączenie czarnego i cygana?