W posłowiu do Fight Clubu Chuck Palahniuk (czyt. Paulanik) napisał, że idealne opowiadanie powinno mieć siedem stron. Od takiego opowiadania zaczął się kultowy Fight Club na podstawie, którego David Fincher nakręcił równie kultowy dziś film. A wszystko zaczęło się od… samotności. Pan Chuck wybrał się na warsztaty pisarskie nie po to żeby pisać, chciał poznać nowych ludzi. Czy to mu się udało? Nie wiadomo, ale wiadomo co później stworzył. Ciekawostka: zaliczka za Fight Club wynosiła 6 000$, czyli takie literackie „odwal się”.

Z nauk pana Chucka wyciągnąłem dwie rzeczy:

1. Pisanie opowiadań. Nigdy nie lubiłem
opowiadań, nie lubiłem krótkich form czy to literackich, czy filmowych, ale za sprawą pana o hipsterskim nazwisku to się zmieniło i dziś wrzucam w sieć swoje pierwsze short story.

2. Dźwiękonaśladownictwo. W poradach dla ludzi, którzy chcą zostać pisarzami Palahniuk mówi, żeby się tego nie bać tylko stosować, czyli coś tak mnie więcej jak ze sportem lub myciem zębów.
A teraz czas na konkrety: w menu barze pojawiła się nowa sekcja: 7stron, od dziś, co piątek będzie tam nowa historia (chyba, że wrócę do jakiejś starej). Pierwsze opowiadanie jest zatytułowane Cytadela. Głównym bohaterami są dwaj rycerze wysłani przez swojego suwerena ze specjalną misją…

Od razu zaznaczam że, oprócz mnie nikt tego nie sprawdzał, więc mogą być jakieś literówki (albo nawet i gorzej orty!). Jeżeli ktoś znajdzie takiego buga, to niech da mi znać. Opowiadanie jest w dostępne w formatach: docx, doc, pdf, mobi i epub.

Miłej lektury na porannego kaca, którego z racji piątku wam i sobie życzę.

Do usłyszenia.

Pentagon. Siedziba Departamentu Obrony Stanów Zjednoczonych. Tutaj mieszczą się dowództwa sił zbrojnych USA. W powieści Pentagon jest miejscem, w którym rozgrywa się akcja rządowego wątku. Relacja z wizyty jakieś dwa dni po, czyli w okolicach 20 września.

Z ciekawostek dodam jeszcze, że według Briana Singera przetrzymywany jest tam Magneto :).

p.s. zapraszam do lajkowania mojego profilu

Wbrew (całkiem intuicyjnej) nazwie w kolejnych postach nie dowiesz się nic na temat modnych ubrań, modelingu czy zdrowego odżywiania. Zaproszę Cię za to w literacką podróż. Napisałem książkę i chciałem ją wydać, i wszystko byłoby „zwykłe” gdyby nie jeden problem: chcę ją wydać w Stanach Zjednoczonych. Tym, którzy pomyśleli, że zwariowałem nie będę miał nic za złe, w końcu po części mają rację. Jeżeli tak nie twierdzisz dotrzymaj mi towarzystwa w trakcie drogi.  A co nas czeka na finiszu: hollywoodzki happyending czy grecka tragedia, a może ambiwalentny koniec jak u Allena? Tego trzeba się będzie przekonać w praktyce.

Tyle słowem wstępu, a teraz dołożę do tego trochę rąk i nóg zaczynając od teorii. Polski rynek wydawniczy jest tworem trochę innym niż ten w USA. Różnic jest dużo i (kiedyś) poświęcę im cały post. Dziś skupię się na jednej z nich. Chodzi o funkcję agenta literackiego, którego egzystencja w Polsce jest marginalna. Agent jest takim przekaźnikiem pomiędzy wydawcą, a autorem. W USA nie ma możliwości wydania książki bez jego udziału (nie mówimy tutaj o selfpublishingu). Dlatego trzeba mieć agenta. A jak go znaleźć? Normalnie, trzeba wysłać query letter i poczekać na odpowiedź, a po niej zastanowić się czemu odmówili lub cieszyć się z wygranej bitwy.

Jaki jest sens istnienia tego bloga? Filozoficznie mówiąc: to jest świadectwo mojego istnienia. Bardzo nie lubię stwierdzenia: udało mu się. Jeżeli książka pojawi się w USA to każdy post, jaki zmieściłem będzie dowodem tego, że dojście do celu było drogą, a nie nagłym rządzeniem losu. Drogą usłaną porażkami, zniechęceniem, ale też małymi sukcesami i ciekawymi wydarzeniami, a kto wie może nawet podasz mi pomocną dłoń, pomożesz postawić kolejny krok i pokonać następną przeszkodę?

A na zakończenie dwa słowa o samej powieści. Z opisem jej treści można zapoznać się w sekcji ‘O książce’. Jeżeli chodzi o status pisania to jest zakończony w 90%, a po pozostałe 10% wybieram się na początku września do USA. Moim zdaniem niektórych detali nie można uchwycić z książek czy filmów trzeba być na miejscu i spróbować ich na własnej skórze. Poza tym od dzieciństwa marzyłem, żeby zobaczyć lotniskowiec :).

Dzięki za poświęcony czas. Wszelkie komentarze, pytania na ASKu, twitty na Twitterze, lajki na FB bardzo mile widziane.